Wrzesień jest lepszym momentem na start praktyki jogi niż styczeń – bo nie zaczynasz od postanowienia, tylko od rytmu, który i tak wraca. Wracają godziny pracy, plany szkolne, stałe pory posiłków i snu. Nowe zajęcia wpinasz w coś, co już się układa, zamiast wyrywać dla nich miejsce w środku zimowego zmęczenia.

Styczniowe postanowienia startują z najniższego poziomu energii w roku i z listy rzeczy, które „powinnaś”. Joga od września działa inaczej: masz jeszcze zapas z wakacji, dni są ciepłe, a ciało pamięta, że dało się chodzić, pływać i spać dłużej.

Poniżej znajdziesz plan na pierwsze cztery tygodnie. Bez codziennej praktyki o szóstej rano i bez założenia, że cokolwiek umiesz wcześniej. Nie musisz umieć – to nie jest wymóg wstępny, tylko efekt uboczny chodzenia na zajęcia.

Dlaczego wrzesień działa lepiej niż styczeń

Rytm zewnętrzny wykonuje część pracy za Ciebie. We wrześniu tydzień znów ma kształt: wiesz, w które dni kończysz wcześniej, kiedy odbierasz dziecko, kiedy masz wolny wieczór. W takim tygodniu łatwo znaleźć jedno stałe okno na zajęcia i trudniej je zgubić.

Koniec wakacji to też naturalny reset. Nie musisz go sobie fundować siłą woli – po prostu następuje. Zmienia się plan dnia, zmienia się jedzenie, zmienia się to, o której gasisz światło. Powrót do jogi po wakacjach wchodzi w tę zmianę razem z resztą i nie wygląda jak dodatkowy obowiązek.

Jest jeszcze rzecz praktyczna: wrzesień to moment, w którym grupy dopiero się formują. Pracuję w składach maksymalnie trzy- lub czteroosobowych, więc terminy zapełniają się szybko i przez kolejne miesiące krążą raczej pojedyncze miejsca. Jeśli myślisz o starcie, początek września jest najwygodniejszym punktem wejścia w całym roku.

Dlaczego „od poniedziałku, codziennie” się nie udaje

Plan codziennej praktyki zakłada, że przez trzydzieści dni nic Ci nie wypadnie. Że nie będzie gorszego wieczoru, kataru, nadgodzin i zaproszenia na kolację. Pierwszy pominięty dzień zamienia się wtedy nie w pominięty dzień, tylko w dowód, że „znowu nie wyszło”. Po trzech takich dowodach mata trafia za szafę.

Realistyczna częstotliwość na start to jedne, maksymalnie dwoje zajęć w tygodniu. To wystarczy, żeby ciało zaczęło rozpoznawać ruch, a głowa – kojarzyć konkretny dzień z odpoczynkiem.

Policz to inaczej niż zwykle. Jedne zajęcia tygodniowo przez dwa miesiące to osiem realnych spotkań z praktyką. Codzienna praktyka, która kończy się po dziewięciu dniach i nie wraca, to dziewięć spotkań i potem zero. Różnica nie polega na intensywności, tylko na tym, że pierwszy wariant da się utrzymać w listopadzie.

Dlatego plan poniżej rozpisany jest na cztery tygodnie i na jedno wejście tygodniowo. Jeśli poczujesz, że chcesz częściej, dołożysz drugi termin. To dużo przyjemniejszy kierunek niż odejmowanie z planu, który był za duży od początku.

Plan na pierwsze cztery tygodnie

Cztery tygodnie to dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby z decyzji zrobił się nawyk. Każdy tydzień ma jedno zadanie. Nie trzeba robić ich równocześnie.

Tydzień 1: jedno wejście, zero oczekiwań

Zadanie na ten tydzień brzmi: pojawić się. Nic ponadto. Wybierz jeden termin z grafiku zajęć, najlepiej w dniu, w którym nie masz nic po nim zaplanowanego, i przyjdź.

Wybierz styl łagodny – hatha w spokojnym tempie albo yin. Nie zaczynaj od czegoś, co ma Cię „porządnie zmęczyć”, bo pierwsze zajęcia nie służą treningowi, tylko rozpoznaniu terenu.

Na start wystarczy pojedyncze wejście teraz w promocji za 70 zł. Nie kupuj karnetu, zanim sprawdzisz, czy to miejsce i ta godzina do Ciebie pasują.

Nie ustawiaj sobie celu na te zajęcia. Nie musisz nic poczuć, niczego zrozumieć ani niczego dotknąć palcami. Jeśli po wyjściu masz w głowie „to było w porządku” – tydzień pierwszy zaliczony.

Tydzień 2: dołóż 10 minut w domu – oddech, nie asany

W drugim tygodniu idziesz na te same zajęcia i dokładasz do tego dziesięć minut dziennie w domu. Ale nie ćwiczysz w domu pozycji.

Powód jest prosty: asany powtarzane samodzielnie po jednych zajęciach utrwalają głównie to, co robisz nie tak, bo nie ma nikogo, kto poprawi ustawienie. Oddech jest bezpieczny zawsze i to on odpowiada za większość tego, co ludzie lubią w jodze – spadek napięcia, wolniejszą głowę, lepsze zasypianie.

Jak to wygląda w praktyce: usiądź wygodnie, możesz oprzeć się plecami o ścianę. Wdech przez nos licząc do czterech, wydech przez nos licząc do sześciu. Wydech dłuższy niż wdech – to cała technika. Dziesięć minut, najlepiej wieczorem, o stałej porze.

Jeśli któregoś dnia zapomnisz, nie nadrabiaj. Wracasz następnego dnia i tyle.

Tydzień 3: sprawdź inny styl

Trzeci tydzień to eksperyment. Zamiast swoich zajęć wybierasz inny styl z grafiku – jeśli zaczynałaś od hathy, idziesz na yin albo na jogę nidrę. Chodzi o punkt odniesienia: dopiero druga rzecz pokazuje, czym była pierwsza.

Jeśli na tym etapie wiesz już, że chcesz zostać na dłużej, wygodnym rozwiązaniem jest karnet na 4 wejścia teraz w promocji za 260 zł. Karnet nie przypisuje Cię do jednego terminu – wybierasz dowolne zajęcia z grafiku, więc możesz nim właśnie testować różne style.

Po czym poznasz swój styl? Po dwóch rzeczach. Pierwsza: co czujesz następnego dnia – przyjemne rozluźnienie czy raczej „za dużo”. Druga, ważniejsza: czy w drodze powrotnej myślisz o tym, kiedy wrócisz. Ciało odpowiada szybciej niż głowa i zwykle mówi prawdę.

Tydzień 4: zamień decyzję w rytm

W czwartym tygodniu przestajesz decydować za każdym razem od nowa. Wybierasz stały dzień i stałą godzinę i wpisujesz je do kalendarza na kilka tygodni w przód – tak samo jak wizytę u dentysty, a nie jak luźny plan.

To jedyny moment w tym planie, w którym warto sobie coś obiecać. Nie „będę ćwiczyć regularnie”, tylko „czwartek, osiemnasta”. Konkretny termin broni się sam, ogólne postanowienie ustępuje wszystkiemu.

Na tym etapie sprawdza się karnet na 8 wejść we wrześniu w promocji za 490 zł – wychodzi taniej niż pojedyncze wejścia i, co ważniejsze, działa jak drobne zobowiązanie wobec siebie. Jeśli coś Ci wypadnie, zajęcia odwołujesz najpóźniej 12 godzin przed i wykorzystujesz wejście w innym terminie.

Jeśli po czterech tygodniach chcesz pracować bliżej swojego ciała i swoich ograniczeń, jest jeszcze sesja indywidualna za 150 zł albo joga w parach za 180 zł za dwie osoby – dobra opcja, jeśli ktoś bliski też się zastanawia, ale nie chce iść sam.

Jak wybrać zajęcia jogi: hatha, yin czy joga nidra

W studiu prowadzę trzy style zajęć. Różnią się nie poziomem trudności, tylko tym, co się na nich dzieje.

StylCo się dzieje na zajęciachDla kogo
HathaKlasyczne pozycje w spokojnym tempie, praca z ustawieniem ciała i oddechem. Trochę wysiłku, dużo uważności.Jeśli zaczynasz od zera i chcesz poznać podstawy. Jeśli siedzisz przy biurku i szukasz ruchu, który nie obciąża kolan i pleców.
YinKilkanaście pozycji utrzymywanych po 3-5 minut, głównie na podłodze, z podparciem. Praca z powięzią i głębokim rozluźnieniem.Jeśli jesteś napięta, przeciążona, śpisz płytko. Jeśli nie chcesz się pocić, tylko odpuścić.
Joga nidraLeżysz, przykryta, i słuchasz prowadzenia. Świadomy odpoczynek na granicy jawy i snu. Zero pozycji.Jeśli mówisz „nie umiem odpocząć” albo „nie nadaję się do jogi”. Najłagodniejsze wejście, jakie istnieje.

Jeśli nie potrafisz wybrać, zacznij od hathy. Jeśli sama myśl o pozycjach Cię blokuje – zacznij od jogi nidry. Obie drogi prowadzą w to samo miejsce.

Co przygotować na pierwsze zajęcia

  • Strój: legginsy lub dresy, w których da się usiąść w siadzie skrzyżnym, i koszulka, która nie zjedzie w skłonie w dół. Ćwiczymy boso, skarpetki możesz wziąć na końcowe rozluźnienie.
  • Jedzenie: ostatni większy posiłek 2-3 godziny przed zajęciami. Głodna też nie przychodź – coś lekkiego na godzinę przed w zupełności wystarczy. Butelka wody na miejscu, ale pijemy raczej po.
  • O której przyjść: 10 minut wcześniej. Zdążysz się przebrać, rozłożyć matę i powiedzieć mi, jeśli coś Cię boli albo czegoś unikasz.
  • Sprzęt: nic nie musisz kupować. Maty, klocki, paski, koce i wałki są na miejscu.
  • Gdzie: Sieradz, ul. Krótka 4, I piętro. Bezpłatny parking na tyłach budynku, więc nie musisz doliczać czasu na szukanie miejsca.

Trzy obawy, które słyszę najczęściej

„Nie jestem rozciągnięta.” Rozciągnięcie nie jest warunkiem wstępnym jogi, tylko jednym z jej możliwych efektów. Nikt nie sprawdza, jak nisko schodzisz w skłonie – a od tego są klocki i paski, żeby podłoga przyszła bliżej Ciebie zamiast Ciebie do podłogi. Osoby, które przychodzą ze sztywnym ciałem, zwykle zauważają zmiany szybciej niż te elastyczne od zawsze.

„Będę najgorsza w grupie.” W grupie są maksymalnie trzy albo cztery osoby, więc nie ma tylnego rzędu, ale nie ma też publiczności. Nikt nie patrzy na Twoją pozycję poza mną, a ja patrzę po to, żeby podpowiedzieć, nie żeby ocenić. Mały skład ma jeszcze tę zaletę, że modyfikuję pozycje pod konkretne ciała – z Twoim kolanem, barkiem czy nadgarstkiem włącznie. Jeśli chcesz wiedzieć, kto Cię poprowadzi, zajrzyj tutaj.

„Nie mam czasu.” Ten plan potrzebuje jednej godziny w tygodniu plus dojazdu. To mniej niż jeden wieczorny serial. Prawdziwa przeszkoda rzadko dotyczy godzin w kalendarzu – częściej chodzi o to, że trudno uznać własny odpoczynek za wystarczający powód, żeby wyjść z domu. Jeśli tak masz, potraktuj te cztery tygodnie jako test, a nie jako deklarację na resztę życia.

Najczęstsze pytania

Czy muszę się zapisać z wyprzedzeniem?

Tak. Grupy liczą maksymalnie 3-4 osoby, więc miejsca są ograniczone i nie ma możliwości dołączenia bez wcześniejszego zapisu. Termin rezerwujesz przez grafik i zapisy. Jeśli coś Ci wypadnie, odwołaj zajęcia najpóźniej 12 godzin wcześniej – wtedy wejście nie przepada.

Ile kosztują zajęcia?

Pojedyncze wejście na zajęcia grupowe kosztuje 80 zł. Karnet na 4 wejścia to 300 zł, karnet na 8 wejść – 540 zł. Sprawdź, czy w danym miesiącu nie ma promocji. Karnetem wybierasz dowolne zajęcia z grafiku, niezależnie od stylu. Sesja indywidualna kosztuje 150 zł, a joga w parach 180 zł za dwie osoby.

Czy mogę przyjść na jedne zajęcia próbne?

Tak i tak właśnie proponuję zaczynać. Kupujesz pojedyncze wejście, przychodzisz, sprawdzasz styl, godzinę i miejsce. Dopiero jeśli poczujesz, że chcesz zostać, przechodzisz na karnet. Żadnych umów, żadnych zobowiązań na kilka miesięcy w przód.

Jak duże są grupy?

Maksymalnie 3-4 osoby. To świadomy wybór, a nie kwestia metrażu: przy takim składzie widzę każdą osobę przez całe zajęcia i mogę dopasować pozycje do konkretnego ciała. Więcej odpowiedzi znajdziesz w FAQ.

Joga w Sieradzu – zapisy na wrzesień

Nie musisz umieć. Nie musisz być rozciągnięta, wyciszona ani gotowa. Wystarczy, że wybierzesz jeden termin i przyjdziesz na jedne zajęcia – reszta tego planu rozegra się sama przez kolejne trzy tygodnie.

Wrześniowe terminy znajdziesz w grafiku i zapisach. Jeśli nie wiesz, od którego stylu zacząć albo masz kontuzję czy dolegliwość, o której powinnam wiedzieć – napisz do mnie i wybierzemy termin razem.

Do zobaczenia na macie. Matę mam dla Ciebie na miejscu.